poniedziałek, 24 lipca 2017

Dorosłość


Czym jest dorosłość? Odpowiedź na to pytanie jest albo bardzo łatwa lub bardzo trudna. Zależy jakiej odpowiedzi oczekujemy. Jeśli przyjmiemy, że dorosłość to osiągnięcie pewnego wyznaczonego przez społeczeństwo wieku a nasze ciało jest w pełni rozwinięte to taka odpowiedź jest wystarczająca. Mnie jednak to nie satysfakcjonuje. Bo kiedy człowiek staję się mentalnie dorosły? Czy płacenie rachunków i codzienne wstawanie do pracy, której nie spełniam się w pełni można uznać za dorosłość? A może dorosłość to ziszczenie się wszystkich istniejących na tym świecie koszmarów?

Teoretycznie spełniam wszelkie warunki które kwalifikują mnie jako osobę dorosłą. Jednak wewnątrz czuję się jak mała dziewczynka, która mimowolnie stąpa powoli po drodze snującej się przez samo piekło. Wciąż szukam aprobaty osób mi bliskich i codziennie noszę w sobie głęboko skrywany strach przed rozczarowaniem kogokolwiek. Czasem przyglądam się sobie z wielkim smutkiem dostrzegając kim tak naprawdę stałam. Jestem pustą skorupą z pozornie radosną twarzą. Ulotne chwile szczęścia niszczone są przez rzeczywistość. Każdego ranka wstaję z łóżka marząc by dzień się już skończył i nienawistnym spojrzeniem obdarzam słońce za to, że odważyło się dziś wstać. Bo wiem, że ten dzień niczym nie będzie się różnił od poprzedniego. I nie mam pojęcia gdzie zgubiłam swoją chęć do życia, ale nawet modlitwy do Świętego Antoniego nie są w stanie mi pomóc. A może po prostu mój umysł to krucha porcelana, która roztrzaskała się na milion kawałków, których nie potrafię posklejać. Kiedyś wierzyłam, że wszystko jest możliwe i, że mogę być kimkolwiek zechce. Ale dorosłość wdarła się w mój naiwny umysł i pokazała mi jak bardzo się mylę. Może dorosłość to trucizna zalewająca nasze mózgi by unicestwić wszystkie marzenia jakie stworzyły. A może to mi zabrakło odwagi i wiary by uczynić je realnymi z obawy przed krytyką innych. Wiem tylko, że kiedy byłam jeszcze małym człowiekiem świat wydawał mi się dużo piękniejszy i to piękno gdzieś zniknęło. Albo to ja go już nie dostrzegam zbyt skupiona otaczającymi mnie tylko z pozoru ważnymi sprawami. Wystarczy przyjrzeć się temu ile razy w ciągu dnia uśmiecha się dziecko i jak błahe sprawy go wywołują. I nie mogę rozumieć co po drodze sprawia, że ludzie osiągający pewien wiek tracą umiejętność cieszenia się małych rzeczy. I dlaczego z radosnego kiedyś dzieciaka stałam się osobą która z niesmakiem wychodzi z domu? Może życie wymaga ode mnie więcej niż jestem w stanie mu teraz dać. Lub mentalnie wciąż pozostałam we wcześniejszym etapie rozwoju. Ciężko mi się dopatrzyć istoty moich problemów i wewnętrznym rozterek. Wiem jedynie, że świat codziennie mnie przytłacza z taką siłą, że ciężko mi dostrzec choć promień światła w czarno-białej rzeczywistości. Jakbym z wiekiem straciła możliwość dostrzegania różnorakich barw.

Dorosłość to wielki żart losu. Pociąg do którego każdy z Nas musi wsiąść czy jest na to gotowy czy nie. Nie każdy potrafi się w nim odnaleźć. Mam ochotę wrzeszczeć na całe gardło by się zatrzymał, bo ja wysiadam. 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka