Cisza. Otaczała mnie przerażająca cieszą, lecz dawała mi ona niejakie ukojenie. Była miłą odmianą dla krzyków wybrzmiewających w mojej głowie. Leżałam samotnie w łóżku wpatrując się w promienie słońca usilnie starające przebić się przez zasłonięte rolety. Poczułam głęboką nienawiść do tej bezlitosnej gwiazdy, że skazała mnie na przeżycie kolejnego bolesnego dnia zanim zdążyłam pogodzić się z poprzednim. Słońce powinno się wstydzić skoro wstając skazuje kogoś takiego jak ja na kolejny dzień pustej egzystencji. O tak, od dziś nienawidziłam Słońca. I nie obchodziło mnie, że to nie jest myślącym bytem. Musiałam gdzieś ulokować swój gniew na świat z powodu jego bezwzględności.
Przed moimi oczami przewijały się obrazy wszystkich okropieństw jakich doświadczyłam w swoim krótkim życiu. Może dla innych byłyby to błahostki, ale ja czułam jak bez pośpiechu wypłukują całą moją nadzieję, niczym woda rzeźbiąca skały. Z precyzją szaleńca. Otarłam łzy płynące po moich policzkach. Nawet nie zauważyłam, że płaczę. Czy to nie zabawne, że wewnętrzne cierpienie okazuje woda wylewająca się z oczu? Zaśmiałam się, choć był to smutny i sarkastyczny śmiech, który rozniósł się po moim pokoju. Tak wiele rzeczy w ludzkim życiu było pozbawionych sensu. Ile jest takich osób jak Ja? Codziennie wychodzimy z domu zajmując się naszymi obowiązkami i zakładamy maskę szczęśliwego człowieka. Być może niektórzy patrzą na nas z boku z zazdrością, ale nie mają zielonego pojęcia, że tak naprawdę to tylko pozory. Iluzja stworzona na potrzeby społeczeństwa w jakim przyszło nam istnieć. Skąd możemy wiedzieć, że dziewczyna, którą codziennie mijamy na przystanku jest dręczona w szkole? Albo, że jakiś chłopak, którego widujemy w szkole czy pracy już trzy razy próbował popełnić samobójstwo? Lub, że pani pracująca na kasie w supermarkecie z każdym dniem walczy o to, by wstać z łóżka bo straciła ukochane dziecko? Nikt z Nas tego nie wie, bo żyjemy w wiecznym kłamstwie. Czy to w ogóle możliwe by ktokolwiek miał idealne życie? Bo ja mam wrażenie, że każdy człowiek to dziwka a Ziemia jest Naszym alfonsem. I jeśli Bóg istnieje musi być naprawdę okrutny. Po co tworzyć życie, które jest ozdobione tak wieloma głębokimi rysami. Ludzie to wybrakowane produkty. Nieudany eksperyment. Czasami każdy oddech sprawia mi niewyobrażalny egzystencjalny ból. Myślę sobie wtedy na jak wiele sposobów można umrzeć. A może dziś mi się poszczęści i potrąci mnie samochód? Albo w Ziemię walnie ogromny meteor kończąc ten nieśmieszny żart jakim jest. I zdaję sobie sprawę z tego, że istnieją i piękne radosne momenty. Czasem rozglądając się wokół widzę małe rzeczy, które w rzeczywistością są tymi najważniejszymi. To może być wszystko. Uśmiech nieznajomego mijanego na ulicy. Otrzymanie pomocnej dłoni od kogoś po kim byśmy się tego nie spodziewali. Matka pocieszająca swoje dziecko, które spadło z dziecięcego rowerka i to jak taki maluch patrzy na nią jakby była odpowiedziami na wszystkie pytania tego świata. Nasza egzystencja poprzeplatana jest czystym pięknem i czystym bólem. Tylko, że u mnie ten ból znieważa te wszystkie pozytywne rzeczy jakie mnie spotykają. Zupełnie jakbym patrzała na świat przez okulary i widziała go w czarno białych barwach. Niby wszystko wygląda tak samo. Jednak wszystko jest zupełnie inne.
Może po prostu jestem słaba. A być może jestem na tyle wrażliwa, że wszystkie problemy tego świata atakują moje zmysły ze zdwojoną mocą. Może któregoś dnia to dławiące mnie od środka uczucie zniknie. Czuję jak tli się we mnie ta niewielka iskierka nadziei. Zamykam oczy bo chcę po prostu zapaść w głęboki sen. Bo kiedy śpię te wszystkie okrutne uczucia pozostają uśpione razem ze mną.

Czy ten tekst dotyczy Ciebie? Naprawdę z wieloma rzeczami się zgadzam. Mam nawet wrażenie, że większość ludzi udaje, że jest szczęśliwa i wcale nie mówi czego tak naprawdę chce, bo tak po prostu będzie lepiej...
OdpowiedzUsuńCzęściowo mnie, ale też osoby bardzo mi bliskiej, która zainspirowała mnie do napisania tego. Ale sama też mam takie odczucia.
UsuńPewna dziewczyna, która napisała te przejmujące słowa jest mi niezwykle bliska... Pewna dziewczyna, jak i ja zmaga się z brzemieniem cudzych nieszczęść, o których nikt nie myśli, zaprzątnięty własnymi sprawami oraz dżwiga własny ciężar - niepokojów, lęków, koszmarów, przesączających sny...
OdpowiedzUsuńCoraz częściej pochylam głowę w zamyślaniu nad człowieczą emocjonalną krótkowzrocznością, a także nad tym, jakie fasady przychodzi nam wznosić, by ukryć własne poczucie krzywdy i paniczne przerażenie, jak prędko i wstydliwie ocieramy łzy - choć przecież bezsilność, złość i radość są emocjami, które czynią nas ludźmi.
Piekne te słowa i do bólu prawdziwe.
Przepiękny komentarz. Dziękuję...
OdpowiedzUsuń